środa, 16 listopada 2016

Woda do posiłku, woda po posiłku?


Dzień dobry. Dziś, ze względu na dość duże zainteresowanie, chciałbym poruszyć temat z pogranicza dietetyki. Mianowicie, wiele osób pyta, czy powinno się pić wodę / napój do posiłku (popijać), lub czy można pić po posiłku. Bowiem w tej tematyce kolidują ze sobą dwie tezy. Pierwsza - mówiąca, że picie do posiłku wpływa negatywnie na trawienie, bo rozrzedza soki trawienne i druga, wspominająca o tym, że sama woda ma bardzo pożyteczne oddziaływanie na organy wewnętrzne i w gruncie rzeczy stymuluje trawienie.

Z piciem po jedzeniu jest tak, że popijanie w trakcie jedzenia i ładowanie picia mniej więcej godzinę po jedzeniu, zwłaszcza w dużych ilościach, nie jest zdrowe, bo rozwadnia soki żołądkowe. Co więcej, jeśli jest to picie z kofeiną (cola, kawa), rozluźnia też odźwiernik i wpust żołądka (co może skutkować złudnym wrażeniem 'nadkwasoty' lub gorzkim odbijaniem w wyniku cofania żółci z dwunastnicy do żołądka). Jeśli jest to z kolei picie na cukrze (mocno słodzona herbata, kawa, słodki napój) to potrzeba do jej strawienia innych enzymów, niż do np. kawałka mięcha, które właśnie wchłonęliśmy i nasz organizm może nie wyrobić z ich produkcją, co skutkuje źle strawionym pokarmem, a więc słabo wchłoniętym w jelicie cienkim i stanowiącym pokarm dla patologicznych bakterii w jelicie grubym. Gazy, wzdęcia, poczucie ciężkości i ogólne złe samopoczucie

Warto jednak pamiętać, że większość ludzi jest chronicznie odwodniona (ponieważ picie herbaty, nawet niesłodzonej, nie nawadnia naszego organizmu. Często bywa tak, że organizm wykorzystuje więcej wody do strawienia napoju, niż dostaje w wyniku jego wypicia), a woda jest wielkim wsparciem dla trawienia (w każdej innej okoliczności, niż gdy rozrzedza soki żołądkowe) bo dzięki dobremu nawodnieniu, błona żołądkowa jest gruba i mocna (mniej podatna na podrażnienia, nadżerki), żołądek produkuje więcej soków żołądkowych, a resztki pokarmowe z jelita cienkiego i grubego są 'spłukiwane'.

 Czyli zgadzają się obie tezy:
1. nie pijemy po posiłku / do posiłku
2. w każdych innych okolicznościach pijemy i to w opór. Dobrej wody mineralnej, nie napoju słodzonego.

Pamiętajcie też, że większość z nas ma dysbiozę w większym lub mniejszym stopniu. Jesteśmy leczeni antybiotykami, a do antybiotyków zazwyczaj zarzuca nam się 'dowolny pierwszy lepszy' probiotyk / osłonkę. Podczas, gdy flora jelitowa to bardzo złożony system odpowiedzialny za cholernie dużo funkcji organizmu (nie tylko trawienie!). Warto badać swoją florę jelitową i suplementować się dobrymi probiotykami. Powiem więcej, wg. mnie probiotyki powinny być 'must have' w zestawie supli regeneracyjnych tak samo jak bcaa i - czasami - kompleksy witaminowe. : )

Świadomość tego, jak funkcjonuje nasz układ pokarmowy jest bardzo niska i gdy czujemy, że coś nam szwankuje, warto szukać takiego specjalisty, który ma umiejętności zarówno z zakresu gastroenterologii jak i dietetyki, bowiem dużo częściej to dietetycy doszukują się innowacji, zgłębiają swoją wiedzę i starają się rozwijać, znajdować przyczyny, podczas gdy akademiccy gastroenterolodzy postępują według protokołów leczenia i jeśli nasza niestrawność / pochodna dolegliwość nie jest 'uleczalna' ich metodami, kwalifikują nas do IBS i wysyłają do psychiatry. Such a shame...

poniedziałek, 19 września 2016

Zaproszenie. : )


Jeśli już skusiłeś/aś się na rzucenie okiem w ten post, proszę Cię, poświęć następne dziesięć minut swojego życia i doczytaj go do końca. Wiem, że trochę tego jest, a czas to pieniądz, ale myślę, że czasem trzeba dać szansę ślepemu losowi. Na doznanie czegoś nowego, na jakąś zmianę. Do sedna: Chciałbym zaprosić Cię na swoje zajęcia. Ale nie w taki zwyczajny sposób, jak to fitness-maniacy mają w zwyczaju "cho, siema, zrobimy kratę na brzuchu i będziemy się lansować na plaży". Chcę Cię zaprosić na Capoeirę, a przy tym wytłumaczyć jak może Ci się ona przydać i czemu wierzę, że jesteś jedną z tych osób, która świetnie odnajdzie się w tej formie ekspresji sportowej. Nigdy w życiu nie chciałbym nikomu wciskać kota w worku. To jak, poświęcisz mi chwilkę? Jedziemy:

Z każdą dyscypliną sportu jest tak, że ludzie podziwiają jedynie owoce chwały. Fajnie jest oglądać, gdy ktoś kopie fajne obrotówki, skacze salta, strzela gole lub wrzuca kosz za koszem bez większego zmęczenia. Wygląda to banalnie łatwo, gdy robi to osoba wprawiona, jednak zazwyczaj popkultura pomija rzecz ciężką: treningi, przygotowanie. Ludzie, którzy zastanawiają się nad przystąpieniem do jakiejkolwiek formy sportowej, często zniechęcają się zanim jeszcze wyjdą z domu, tłumacząc się sobie, że "nie mam talentu, nie mam formy, nie mam (tu cokolwiek)". W gruncie rzeczy takie działania doprowadzają do dalszego zastoju, stagnacji i braku jakichkolwiek efektów, bowiem każdy mistrz, którego znam, którego Ty znasz, zanim stał się mistrzem, "zaliczył tyle gleb, że mógłby zostać geodetą".

Dlaczego wierzę, że moje zajęcia są w pewien sposób wyjątkowe? Bowiem ich celem nie jest narzucenie Ci obowiązku pracy nad sobą, poczucia, że "eh, jeśli chcę mieć fajny tyłek / brzuch / klatę, muszę znów ruszyć dupę na trening". Moim zamierzeniem jest stworzyć, zestawić grupę ludzi, która sama się będzie napędzała. Środowisko, do którego będzie się przyjemnie wracać, które będzie się ze sobą czuło dobrze zarówno na treningu jak i poza nim. W takim środowisku trening nie jest obowiązkiem, tylko przyjemnością, którą chce się kontynuować bez znużenia.

Skąd wiara, że przez Capoeirę da się osiągnąć taki efekt? Bo jest to dyscyplina sportowa, która ze względu na swoją wszechstronność, integruje ludzi z najróżniejszych środowisk i - w moim mniemaniu - wyciąga z nich to co najlepsze.

Capoeira dla wielu jest "sztuką walki ukrytą w tańcu". Zgodzę się i się nie zgodzę. Capoeira sama w sobie jest dyscypliną (sztuka walki, której 'walka' rozgrywa się w tak zwanej grze Capoeira - "roda de capoeira"), ale jednocześnie jest też narzędziem, które może przydać się:

-zawodnikom kontaktowych sztuk walk (Capoeira świetnie poprawia balans, świadomość środka ciężkości ciała, poszerza wachlarz technik kontaktowych o innowacyjne podcięcia, obalenia, klasyczne oraz nieszablonowe, aczkolwiek skuteczne kopnięcia)

-instruktorom / instruktorkom fitness (w związku z serią niekonwencjonalnych ruchów, form wykorzystania ciała, pomaga urozmaicić rutynę treningową)

-tancerzom / tancerkom (poprawia świadomość ciała, wyczucie rytmu, wplata 

-gimnastykom/czkom (uczy wykorzystywania figur w nowy, niekonwencjonalny dla klasycznej gimnastyki i akrobatyki sposób)

-capoeiristom trenującym dotychczasowo bezkontaktowo (jestem trenerem, który przez całą swoją karierę przeplatał capoeirę z kontaktowymi sztukami walki i wiem, jak wykorzystywać poszczególne elementy Capoeira w walce kontaktowej)

-osobom powiązanym z parkour, freerun lub trickingiem (otwiera głowę, pozwala odnaleźć nowe formy ruchu i 'posługiwania' się swoim ciałem w 'akcji')

-osobom chcącym poprawić swoją sprawność i wygląd, robiąc to w przyjemny sposób, wracać na trening z uśmiechem, a nie poczuciem ciążącego na nas obowiązku

-w końcu osobom szukającym nowej pasji, nowych doznań i świeżych środowisk, jednostkom zakochanym w poznawaniu nowych ludzi. Nawet jeśli są to osoby, które od zawsze miały, mają i chcą mieć dalej sport głęboko ... W nosie.

Uważasz, że Twoje ciało nie ma szans na wykonanie pewnych figur, osiągnięcie tak rażącej w oko sprawności? Błąd. Wszystko dzieje się OD ZERA, będziesz prowadzony/a krok po kroku. Prócz trenera głównego i - ewentualnie od czasu do czasu - asystenta / asystentki, na sali nie ma żadnej zaawansowanej osoby, nikogo, kto mógłby (w wyobrażeniu nowicjusza) w prześmiewczy, lub krytyczny sposób patrzeć na to, jak rozwijasz się w Capoeira. Wszystkie elementy, kroki, cała podstawa przekazywana jest od zera, tak, by docelowo adept mógł ze swoim zestawem technik uczestniczyć później na 'równych zasadach' w bardziej zaawansowanych treningach, warsztatach Capoeira, by nie musiał 'nadganiać' na szybko. A opanowanie podstaw Capoeira, figur, ruchów, kopnięć, otwiera wielki świat warsztatów, zlotów, pokazów, zawodów i festiwali kultury afro-brazylijskiej w całej Polsce, które prócz oczywistego aspektu sportowego, zapewniają olbrzymią dawkę integracji z niesamowitymi ludźmi z niemal każdego środowiska.

Capoeira, jako sztuka walki, oferuje też pewien prestiż, wiążący się ze zdobywaniem stopni (sznurów, w Capoeira nazywanych 'corda'), które określają poziom zaawansowania danego adepta, podobnie jak pasy karate / taekwondo / bjj.

Ja sam, jako trener, pragnę zebrać choćby najskromniejszą trzy-czteroosobową grupę, która będzie ze mną pracowała, której będę mógł się poświęcić i przekazać swoją pasję najlepiej jak tylko potrafię. Wszystko, czego oczekuję, to by przyszły adept / adeptka podjął ten jeden trudny krok - wyszedł i pojawił się na treningu. Spróbował. Bo kto nie ryzykuje, szampana nie pije. ;)

Capoeira w swojej ostatecznej formie, w tzw. grze / jogo de capoeira / roda de capoeira wygląda różnie, zależnie od rytmów i poziomu zaawansowania. Detali z pewnością dowiesz się na treningu, jednak, by zobrazować jak może wyglądać Capoeira, pokażę przykłady "roda" (gry capoeira) wykonywanej w umiarkowanym tempie przez początkujących:

Jak i gry Capoeira wykonywanej przez mistrzów, na prawdziwie wysokim poziomie:

W formie walki, wykonywanej w konwencji Capoeira:

Oraz Capoeira użytej poza konwencją, w klatce MMA:


Moja oferta jest o tyle specyficzna, że jeśli chodzi o Capoeirę, przedkładam przekazanie autentycznych umiejętności nad komercję, zarobienie pieniędzy. Dlatego też dla osób nieprzekonanych, PIERWSZE TRZY TRENINGI SĄ DARMOWE.

Wrocław, ul. Bałtycka 19, SALA NIEBIESKA. Klub Sportowy Taekwondo Samuraj. 
Wtorek: 18:00
Piątek: 17:00
https://www.facebook.com/pawarts/ -> oficjalny fanpage i kontakt. 






wtorek, 2 lutego 2016

Ewolucja metod treningowych


Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego to właśnie na "tradycyjnych" sztukach walki najczęściej się słyszy, że by osiągnąć jakąkolwiek skuteczność, trzeba poświęcić dużo więcej czasu niż w przypadku sportu walki? Najczęstszymi tłumaczeniami zazwyczaj było to, że sporty ukierunkowane są jedynie na dopięcie do perfekcji umiejętności walki wg. danych zasad, formuły, itp. a trening "tradycyjny" rozbudowywany jest często o techniki specjalne, akrobacje, kata, (od czasu do czasu) broń białą i tzw. "otoczkę kulturową".

Oczywiście, wspomniane argumenty znajdują swoje potwierdzenie na sali, jednak myślę, że wyliczając, czemu jest tak, a nie inaczej, często pomija się samą metodykę treningu. Sport - boks, kickboxing, mma - to miejsce, gdzie dochodzi do wiecznych konfrontacji, sprawdzania umiejętności więc naturalnym jest, że w drodze ewolucji, wprowadza się coraz to nowsze, bardziej przemyślane metody treningowe. W innym wypadku zawodnik, albo nawet cały klub, mógłby przestać liczyć się na sportowej scenie, osiągać jakiekolwiek sukcesy.



Innym, naturalnym dla sportowców, a niemal obcym dla "tradycyjnych" motywatorem jest presja. I tu przykładów jest mnóstwo. Chodzi mi o takie sytuacje, gdzie tradycyjny przez całe życie trenuje swoją technikę / kopnięcie / uderzenie w "szeregach", albo w parach z podkładającym się przeciwnikiem, więc może swobodnie dopasowywać dynamikę wykonywania techniki do swojej "sfery komfortu" (tzn. żeby się zbytnio nie zmęczyć, bo przecież to nie jest przyjemne uczucie ;]). Sportowiec nie może sobie na coś takiego pozwolić. Znaczy - oczywiście, najpierw wykona swoją technikę kilka razy na sucho, żeby zrozumieć ruch. Będzie go powtarzał, doskonalił, wyłapywał nowe szczegóły, jednak dość szybko dostanie okazję do zweryfikowania tego, czego się nauczył "w akcji". Podczas sparingów BJJ lub walk kickboxerskich nie ma miejsca na niedopracowane, byle jakie techniki, bo albo się będzie klepało, albo ... Dostanie w ryja!



Zarówno w sportowej jak i tradycyjnej odmianie sztuki walki bardzo ważne jest, by prowadząc swoich uczniów / podopiecznych, stosować takie metody, które niemal 'zmuszą' ich do rozwoju. Mówię tu o drillach trenujących pamięć ciała, czy ćwiczeniach kondycyjnych, w których prócz wytrzymałości ciała hartuje się też charakter. No bo powiedzmy sobie szczerze - nie każdy jest na tyle zdeterminowany, żeby dać z siebie więcej, niż 100%. A na tym polega trening - na przekraczaniu swoich własnych granic. Na rozwoju.


wtorek, 26 stycznia 2016

Jak zacząć?



Hej! Ostatnio bardzo dużo produkowałem się na temat tego, że pierwszy krok jest najważniejszy, biały pas / czysta corda to dla nas nobilitacja, i tak dalej. Zabrakło jednaj najważniejszego aspektu, tj. rzeczowej, konkretnej instrukcji, od czego powinno się zacząć trening, swój rozwój. Dziś mam zamiar być znacznie bardziej konkretny.

Pierwszą rzeczą - i będę powtarzał to do znudzenia - jest podjęcie decyzji o rozpoczęciu treningu i wykonanie jej, bez zbędnego namyślania się. Sprawdzone jest założenie, że im więcej myślimy nad czymś, tym więcej wymówek potrafimy sobie wykombinować, przez co w ostateczności nie realizujemy swojego celu. Dlatego w tej sytuacji należy zadać sobie pytanie (tu w przypadku sztuk walki): Co chcę robić?

By odpowiedzieć na to pytanie, wystarczy przejrzeć środowisko internetu. Jest tam pełno opisów rozmaitych klubów, szkół i stylów walki. Youtube też może nam troszeczkę pomóc. Mając takie wstępne wyobrażenie danego "stylu" nie pozostaje nam nic innego, niż pójść. Nie, nie myśleć dalej, że może inny klub, inny styl, coś - pójść. Na wątpliwości czas będzie potem.

Gdy dotrzemy na zajęcia, warto zwrócić uwagę na kilka istotnych aspektów:
-klimat panujący w klubie
-trener - jego profesjonalizm, podejście, wrażenie jakie daje
-środowisko, tj. ludzie którzy trenują w tej szkole. Ich nastawienie, Twoje odczucia względem nich.

Nie ważne bowiem, czy trenujemy sport, sztukę czy system walki, od powyższych aspektów (pomnożonych przez naszą determinację) będzie zależało, czy utrzymamy regularność treningów. Dużo łatwiej bowiem wraca się do miejsca ciężkiej pracy, gdy odpowiada nam klimat w tym miejscu panujący.

Trenując, musimy być świadomi z czym mamy do czynienia, ponieważ zasady treningów sportu, sztuki i systemu walki są różne (poniższy opis jest bardzo ogólnikowy i przyznaję, może być krzywdzący dla reprezentantów wszystkich trzech 'klas', dlatego też polecam sprawdzać to co piszę empirycznie. Czyny mówią więcej niż słowa):


Sport walki ma przygotować nas do rywalizacji sportowej. Choć nie jest to obligatoryjne, sportowiec często uczestniczy w różnych formach rywalizacji, w związku z czym sezonowo jego wydolność i forma fizyczna doprowadzana jest do górnych limitów (sezony sportowe).


Sztuki walki nawet gdy mają elementy rywalizacji sportowej (formułę zawodów), zazwyczaj mają na celu rozwój Twojej techniki i utrzymanie ciała na pewnym ponadprzeciętnym poziomie sprawności fizycznej cały czas. Co więcej, nie kształcą jedynie w zakresie techniki walki, ale i wpajają całą otoczkę kulturową danego "stylu"tj. techniki specjalne / akrobatyczne, kata, sekwencje, czasem nawet muzyka, japońskie wiersze, walka bronią białą czy też medycyna naturalna.


Systemy walki zakładają nauczenie przeciętnego człowieka odpowiednich odruchów i prostych technik, by stał się biegły przede wszystkim w (wyjątkowo trudnej) sztuce obrony koniecznej. Do tego celu często wyciąga się najprostsze elementy ze sportów walki i przeplata je z 'brudnymi' ciosami / chwytami (palce w oczy, kop w jaja, itp.). Na takich zajęciach często (czego ja osobiście nie popieram - rozbrajanie przeciwnika gołymi rękoma jest problematyczne dla ekspertów sztuk walk, nie powinno być więc wpajane osobie, która nie ma pojęcia o realiach walki) uczy się też rozbrajania przeciwnika z broni palnej / broni białej.

Zaznaczam, że nie ma opcji "najlepszej". To jakim wojownikiem się staniemy to w bardzo dużej mierze wkład naszej pracy. System walki można mieszać ze sztuką, sztukę ze sportem. Można też doprowadzić się do perfekcji w jednej, ulubionej dziedzinie, jednak pamiętać należy, że trening służy temu, by adept samodoskonalił się i choć mówi się, że to trenera rolą jest 'dociskać' uczniów, to ucząc się sztuki/stylu/systemu walki musimy pamiętać, by dawać z siebie zawsze przynajmniej troszkę więcej, niż możemy. Takie 110%. Bo na tym polega rozwój. Na pokonywaniu swoich wcześniejszych barier.

Warto też dostrzegać inne korzyści płynące z treningu. Abstrahując od sprawności fizycznej, trening umożliwia nam poznanie ludzi, wmieszanie się w środowisko które po części - niczym rodzic - nas wychowuje, rozwija osobowość. To bardzo ważny, choć często niedoceniany aspekt sztuk/sportów/systemów walki.

Dużo zdrowia, sukcesów osobistych i sportowych,
Paw. :)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Gwiezdne Wojny!


Miałem ciężko uczyć się statystyki, więc przychodzi świetna okazja do napisania posta. Przechodząc do sedna sprawy: dużo rozwodziłem się w przeszłości o skrajnych emocjach, doprowadzaniu swojego ciała i psychiki do granic, itp. No i od ciosu do ciosu, od wymiany do wymiany, klejąc na twarz kolejnego sierpa od 30-kilo cięższego ode mnie sparingpartnera, doszedłem do wniosku, że walka ma dwie filozofie, podobnie jak... Gwiezdne Wojny!

Konkretniej, kto oglądał, ten wie, że cała historyjka Star Wars rozwodziła się o starożytnych 'mnichach' - jedi i ich złej odmianie, tj. sithach. Obie strony używały mocy, by poprawić swoją sprawność fizyczną, skillsy telepatyczne (...) bla bla bla i tak dalej, jednak używali jej w skrajnie odmienny sposób.



Sithowie, wyznawcy 'ciemnej strony' kosztem swojego wyglądu zewnętrznego i zdrowia, dążyli do osiągnięcia maksymalnej siły w jak najkrótszym okresie czasu. Tuningowali się różnymi elektronicznymi sprzętami i dawali się nosić emocjom. Ich ból, żal, wściekłość, potrafili ukierunkować i wyładować wprost na przeciwnika. Wyobraźcie sobie, że potraficie całe zło jakie przytrafiło się wam w życiu skierować na faceta, który stoi przed wami w oktagonie. Gość ma prze*ebane, no nie?



Jedi z kolei wierzyli, że ich dar służy do pomocy innym i że prawdziwa siła rodzi się z umiejętności opierania się pokusom ciemnej strony (żadnych 'dopalaczy' elektronicznych, pełne opanowanie nad emocjami, nawet gdy ktoś nas dotkliwie rani fizycznie / psychicznie, pokój umysłu, itp.). Zachowywali zimną krew i skrajny spokój nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach.

W świecie sztuk walk istnieje podobna zależność. Podczas ofensywy, gdy kleimy kolejne 'ciepłe luty' na gardę, twarz i co tam jeszcze, narasta w nas mimowolnie furia. Odczucie to jest tym silniejsze im bardziej walka jest nie fair (np. do waszej sekcji mma przychodzi 30 kg cięższy bokser. W każdej innej sytuacji zaj**alibyście gnoja po pierwszej minucie, ale trener kazał robić tylko boks, więc koleś mocno was bije. Co gorsza, napala się. Widać, że chce wam zrobić krzywdę, a nie potrenować), im bardziej 'bezbronni jesteśmy'. I podobnie jak w gwiezdno-wojennej analogii, gdy wybuchniemy, podpalimy się, stajemy się niebezpieczni, zarówno dla otoczenia, jak i dla siebie. Nie zasłaniamy się, staramy się zadawać ciosy, ranić. Wypalamy się.

Prawdziwym mistrzostwem bowiem jest zachowanie pełnego spokoju i opanowania. Zarówno w walce sportowej jak i w samoobronie, znajomość swoich możliwości i ufanie sobie, swojemu przygotowaniu, daje sporą przewagę nad przeciwnikiem. Jeśli jesteśmy spokojni, mamy świadomość strachu ale nie dajemy się mu pożerać, panujemy nad swoim ciałem i umysłem, wtedy jesteśmy wielcy. Gdy, z kolei, lecimy do boju opętani furią, nasza wielkość jest złudna. Chęć zemsty, prowadzenie się adrenaliną, strachem, wściekłością, żalem - każdą z tych "ciemnych" emocji - prowadzi w gruncie rzeczy do dalszego bólu.



Konsekwencje prowadzenia życia zgodnie z wspomnianą "ciemną stroną" zostawiają po sobie pamiątki. Im bardziej jesteśmy mściwi, tym bardziej przecież ktoś inny będzie mściwy na nas. Karma wraca. Tak więc jako wojownicy, jesteśmy zobligowani do zachowania "zimnej głowy" i panowania nad sytuacją. I pomagania słabszym, jeśli zajdzie taka potrzeba (zamiast wyżywać się na nich / wykorzystywać takie jednostki). I nie jestem nikim oświeconym - te prawy zostały zawarte w kodeksach wielu szkół, od Akademii Capoeira Mestre Bimby, przez zasady JKD Bruce Lee, po kodeks Kyokushin Sensei Masutatsu Oyamy. I kto o nich zapomina, nie jest wojownikiem. Jest "tylko" sportowcem.



niedziela, 10 stycznia 2016

Najważniejszy stopień



Motyw, który dziś przedstawię męczony był prawdopodobnie już wiele razy gdzieś w środowiskach internetów. Jego przekaz jednak jest na tyle dosadny i - możliwe - wpłynie na życie osóby, kilku osób, że warto podzielić sie nim z Wami.


Chodzi mi o wartościowanie stopni, pasów (filozofia, którą opisuję, nawiązuje głównie do sztuk walki, jednak po lekkiej reinterpretacji może być równie dobrym motywatorem dla osób uprawiających każdą inną dyscyplinę, tj. taniec, śpiew, terenowe szachy, itp.). Ile razy spytamy kogoś przypadkowego o to, który pas jest najważniejszy, większość osób odpowie, że czarny. Oczywiste, bo to przecież symbol mistrzostwa, osiągniętej perfekcji w danej sztuce.

Zróbmy jednak eksperyment:
Załóżmy, że na świecie jest 7 mld ludzi, z czego 6 900 000 000 nie trenuje w ogóle sztuk walki.
Milion ludzi trenuje sztuki walki,
do poziomu czarnego pasa dochodzi powiedzmy 500 000 (pół miliona).

Decydując się na wyjście z grupy "wszyscy" jesteśmy jedną osobą na 6,9 mld która zdecydowała się dokonać 'zmiany' swojego poziomu, stylu życia. A gdy przechodzimy z poziomu przed czarnym na czarny pas, to jesteśmy jeden na wspomniane przykładowe 500 000. Do czego dążę? Pierwszy stopień, pierwszy krok to w naszej przygodzie największe wyróżnienie, wyciąga nas z grupy szarych ludzi i wkłada do elitarnego zbioru ludzi, którzy coś robią.


Świętą prawdą jest, że najtrudniejszy krok to krok pierwszy, ponieważ my, ludzie, lubimy czuć się komfortowo. Codziennie walczymy z przeciwnościami losu, nie chcemy ich jeszcze więcej. To sprawia, że szukamy sobie wymówek. "Dziś nie pójdę bo mnie noga boli, a w sumie to nie jestem gruby, po co się będę ruszał". I zostajemy w domu, w większej części nie rozwijając się wcale (bo gdy ktoś uczy się nowej umiejętności, śpiewa, tańczy, gotuje, my siedzimy i pasywnie pożeramy internetowe medium. Zombie.). Dlatego też śmiem twierdzić, że biały pas to dużo większy krok, niż czarny. Uczyć się można w nieskończoność, ale zacząć naukę można raz. :)


Jak już wspomniałem, biały pas nie jest jedynie symbolem w sztukach walki. Może to być decyzja o rozpoczęciu nauki tańca lub gotowania. No bo ja wiem. Sport to się kojarzy z noworocznymi postanowieniami, robieniem rzeźby, masy, siły, blah blah. Nie każdy musi. No ale przypomnijcie sobie ile razy myślało się nad tym, by np. wyjechać. Spontanicznie, bez celu, tylko po to, by cieszyć się podróżą, poznanymi ludźmi i zdobytym doświadczeniem... Ale nie pojechało się bo to, bo tamto. Czyli w gruncie rzeczy nie założyliśta swojego podróżniczego białego pasa.

Post ten piszę motywowany pewną krótką rozmową, która niedawno mi się przydarzyła. Podejmujcie decyzje i nie myślcie nad nimi za długo. Bo życie jest krótkie i warto robić rzeczy.