piątek, 31 lipca 2015

Flashback



Budzę się nagle zalany łzami i potem. Ciężko oddycham i dopiero po chwili dociera do mnie, że to tylko sen. Wtem staram się poskładać do kupy wszystkie, jeszcze niedawno piekielnie wyraźne, zawarte w nim wątki, by móc w ogóle go przeanalizować i zrozumieć co mną tak mocno wzruszyło. Jak się okazuje, eksplozji negatywnych emocji nie wywołało we mnie nic przerażającego.



W koszmarach, które miewam okazję doświadczać coraz częściej, nie ma eksplozji adrenaliny, nie goni mnie uzbrojony zabójca lub błyszczący zębiskami rekin. Jednak regularnie powtarzają się te same motywy, tj. bójki z ludźmi (kilka osób, które mógłbym wymienić na palcach jednej ręki, takich, co dopiekły mi w przeszłości i na których przytoczone imiona i nazwiska reaguję zawsze jak byk na czerwoną płachtę); kłótnie z ludźmi szczególnie mi bliskimi, drogimi i potrzebnymi; sprawianie mi przez te osoby jakiejś dobitnej przykrości (choć wiem, że w prawdziwym świecie scenariusz taki byłby niemożliwy). Nie mam zielonego pojęcia czemu tak się dzieje lub co moja podświadomość ma mi do przekazania, ale "pochwalić" się muszę, że tego typu sny są wyjątkowo męczące. Rodzą w psychice chaos, wzbudzają niepokój, który czasem po przebudzeniu gasić trzeba na nowo nawet po kilka godzin. W końcu, rozdrapują też pewne stare rany, o których - patrząc przez pryzmat dobrego życia, które wiodę - mógłbym właściwie nie pamiętać. 



Odkąd pamiętam, sztuki walki i treningi traktowałem nieco jak nałóg, tzn. "piję by zapomnieć", bowiem zakochałem się w stanie czystego umysłu, skupiania się jedynie na "tu i teraz", kolejnej technice bądź kolejnej serii. Na sali to ja jestem szefem swojego umysłu i trzymam wszystkie niepotrzebne myśli z dala. Jednak, okazuje się, że to co zmyślnie odseparuję podczas treningów fizycznych, wraca w nocy z potrojoną siłą.

Ciekawostką jest, że sny które teraz opisuję, w 95% nawiązują do przeszłości, dalekiej, a tylko w 5% przytaczają problemy bieżące, czyli znacznie łagodniejsze (jak np. obrona pracy dyplomowej, czy szukanie zatrudnienia).


======ciach bajera======

Są też dobre wiadomości. I to już czysto na sportowo. Otóż przez ostatni czas nie próżnowałem:
-Do 7 sierpnia współpracuję z fundacją freya.pl jako trener sportowy (samoobrona, capoeira, kalistenika), tj. prowadze tamtejszej młodzieży (14-19 lat, mieszanka ludzi z całej Europy) po kilka razy dziennie różnego rodzaju zajęcia, mające na celu utrzymanie ich w dobrej formie, nauczenie czegoś nowego i zaszczepienie zamiłowania do sportu. 
-Podjąłem współpracę z fundacją Siwy Dym we Wrocławiu, w wyniku której prowadził będę dla nich terapię ruchową bazowaną na Capoeira. Co więcej, specjalnym profitem dla mnie, wynikającym z tej współpracy, jest sala gimnastyczna po bardzo uczciwej cenie, w której będę mógł prowadzić zajęcia samoobrony we Wrocławiu regularnie, nie patrząc się na koszta ze strachem w ślepiach.
-Mam za sobą tygodniowy obóz Orun Capoeira nad morze, do Jarosławca, gdzie - z rzeczy istotnych - szef wszystkich szefów, Mestrando Fuampa ostatecznie pozwolił mi rozpocząć pracę nad rozkręceniem w jednym z miast Dolnego Śląska własną grupę Capoeira. Sprawa aktualnie siedzi w zawieszeniu do momentu, aż obronię pracę dyplomową, ale nie zapominam o tym.

 p.s.
Kto jedzie w tym roku na Hip-Hop Kempa? ;)