piątek, 20 marca 2015

Jest filmik!

Hej. Chciałem wam zaprezentować nagranie, które skleiłem wieczorem z nudów. Jest to zlepek akcji z zawodów, zarówno w jogo de Capoeira, jak i w MMA. Taka mała kompilacja z nagrań, które pozbierałem, gdy ktoś nagrywał akurat to co robię komórką, pralką, śrubokrętem czy też kamieniem. Prawdziwy showreel, z fajnymi trickami, inscenizowaną rzeźnią i wybuchami w tle będzie, jak się wreszcie do niego wezmę. A póki co miłego oglądania. :)


niedziela, 15 marca 2015

Coś robić!


Cześć. Dzisiejszy wpis wypadałoby zacząć od słów Janusza Korwina - Mikke "Życie nie jest po to, żeby je przeżyć". Na blogu już raz poruszyłem kwestię "najcenniejszej waluty" (kto nie czytał, odsyłam do archiwum!). To może być tak jakby kontynuacja tamtego wpisu. Więc przejdźmy do rzeczy:

Ukierunkowanie swojego codziennego egzystowania w stronę osiągnięcia celu jest niesamowitą terapią dla naszej psychiki. Dlaczego? Ponieważ od maleńkości wpaja się nam, że żeby żyć dobrze, trzeba najpierw zapewnić sobie stabilny grunt. Niestety ludzka mentalność działa tak, że gdy ma się dużo, chce się jeszcze więcej i jeśli goni się w ten sposób za własną ambicją, to spoko; ale większość z nas popędzi za materialnościami, zapominając totalnie o tym, że może lepiej byłoby zrealizować prawdziwe marzenie. Przeżyć coś!

Nutkę Bajmu wrzuciłem na początek celowo. Nie mam zielonego pojęcia ilu z Was, drodzy czytelnicy, jest z rocznika '93 bądź pobliskich, ale wierzę, że w tych, którzy urodzili się mniej więcej w tym okresie, powyższy kawałek mp3 wzbudzi te same emocje co we mnie. Otóż ja poczułem pewnego rodzaju żal. Ciężko mi sprecyzować o co. Może chodzi o fakt, że świat nie jest już taki beztroski i niewinny w moim postrzeganiu, jak był w tym 2001 roku. Albo tęskno mi za ekscytacją, która wtedy towarzyszyła każdemu nowemu doświadczeniu. Człowiek był młody, więc i bombardowany przez coraz to nowsze doznania. Bardziej i mniej przyjemne, ale mimo wszystko, świeże. 



Wspominam o doznaniach tego typu, bo wierzę, że w przyszłości ja - i każdy jeden z was - możemy się przyłapać na tym, że z sentymentem wspominamy czasy, które dzieją się TERAZ. Bo złapie nas umowa o prace, stały etat, walka o przetrwanie, utrzymanie rodziny, dostarczenie warunków dzieciom do... Właśnie, do powielenia tego stabilnego schematu. A jakkolwiek egoistycznie by to nie zabrzmiało, to, czy w życiu chodzi tylko o to by służyć drugiej osobie? 

Cel, kierunek, który obieramy, w każdym okresie życia nadaje naszej codzienności pewien wyższy sens. Wykonujemy swoje obowiązki, uczymy się, pracujemy, ale w tyle głowy ciągle snujemy plan realizacji tego CZEGOŚ. Nieustannie staramy się wprowadzić nasz plan w życie. I to właśnie rzucanie sobie samemu wyzwań sprawia, że czujemy się żywi, czujemy się szczęśliwi.

Dlatego zachęcam was wszystkich, jeśli macie marzenia, realizujcie je. Jeśli macie pasje, nie rezygnujcie z nich, gdy będzie trochę ciężej. Żyjcie takim życiem, które potem będzie się wspominało z przyjemnością, a nie żalem. 





-----------------------------------------------  Bonus -----------------------------------------------

Musicie mi wybaczyć ten spam youtubowy, ale jest w necie mnóstwo materiału, który mógłby oddać ten głód doświadczania, który mną przewodzi, gdy piszę ten post. A, że idą wybory, wypadałoby zrobić coś dla ojczyzny, więc tutaj serwuję wam promo partii KORWIN. I chyba nie chodzi mi nawet o to, by promować ich politykę. Po prostu uważam, że materiał jest genialny, potrafi przekazać odpowiednie emocje i dać nadzieję na to, że życie, zwłaszcza w tym kraju, nie musi być wiecznie tak szare jak jest dotychczas. 


No bo coś musimy robić! ... :)


P.S.


Zrobiłem papiery instruktora rekreacji ruchowej o specjalizacji samoobrona. Mam piękną legitymację, dokumenty po polsku i angielsku oraz grupowe ubezpieczenie dla podopiecznych na rok. Także ten - duma! A i jakby ktoś chciał ze mną potrenować we Wrocku, to zapraszam do kontaktu. Coś się zawsze wymyśli. Wyczaruje. ;D

wtorek, 3 marca 2015

Prowadź, a nie terroryzuj.


Hej. Nie wiem jak wielu czytelników ma swoje własne sekcje, kluby, co tam jeszcze; ale po pewnej dość twórczej rozmowie na Capoeirowym zimowisku, chciałbym podzielić się moimi przemyśleniami (wspartymi pewną wiedzą wyuczoną) dotyczącymi podejścia do podopiecznych. Zaznaczam, że nie jestem trenerem olimpijskim, a wszystkie wnioski jakie wyciągnąłem, są bazowane na doświadczeniu w pracy z ludźmi oraz na nauce teorii.

W psychologii sportowej osoby uprawiające sporty i sztuki walki dzieli się na dwie klasy. Są to ludzie o orientacji PERSONALNEJ i o orientacji ZADANIOWEJ.

Jednostki o orientacji personalnej to Ci, o których zazwyczaj mówi się, że mają do danej dyscypliny dryg, talent. Przyswajają techniki szybko, pod względem postępów wyróżniają się na tle reszty grupy. W ich mentalności zakodowane jest, iż wszelkie postępy zależą od ich własnej predyspozycji i zdolności, co powoduje, że mają oni tendencje do częstego porównywania się z innymi.

"Personalni" zazwyczaj nie muszą wkładać tak wiele pracy w rozwój, jak jednostki o orientacji zadaniowej. Ci drudzy z kolei nastawieni są na rozwój stopniowy, krok po kroku. Skupiają się na osobistym postępie i bez porównywania się z innymi, skupiają się na własnej ciężkiej pracy i małych lub większych postępach. U tej grupy wyniki przychodzą nieco później. Nie znaczy to jednak, że są gorsi.

Gdy przed przykładowymi zawodnikami stawiane są zadania proste, otrzymujemy dość podobne wyniki zarówno u 'zadaniowców' jak i u 'persolnalnych', z lekką korzyścią dla drugich, ponieważ, z zasady, osiągnięcie takich wyników kosztuje ich mniejszy nakład pracy.

W przypadku zadania trudniejszego, które przewyższa kompetencje i umiejętności naszego zawodnika przykładowego, osoby z orientacją personalną ewidentnie ustępują pola zadaniowcom, ponieważ gubią się z góry zakładając, że wyzwanie ich przerasta.

 (You can't be full of shit if You do BJJ. -Joe Rogan)

By lepiej zobrazować, o co mi chodzi, posłużę się przykładem ze świata BJJ, zapożyczonym z grapplerinfo.pl:

"Weźmy zatem dwóch posiadaczy niebieskich pasów o podobnych warunkach i umiejętnościach. Podczas swoich walk turniejowych, każdy z nich stosuje odpowiednią, zbliżoną taktykę, która skutkuje do pewnego momentu, tj. do napotkania naprawdę ciężkiego rywala. W tym momencie, gdy ich plan zawodzi, często dochodzi do sytuacji, gdy o zwycięstwie decyduje psychika. Osoba o orientacji personalnej najpewniej ulegnie z wyżej wymienionych powodów, tj. po próbach zastosowania wszystkich swoich zagrań zacznie zbaczać z kursu lub zupełnie się pogubi. Niebieski pas zadaniowy, natomiast, będzie dalej napierał, forsując swoją taktykę do skutku, niezależnie od wyniku, co mimo wszystko często przekłada się na wygraną."

Należy pamiętać, że bardzo niewielu ludzi jest skrajnie "zadaniowcami" lub tymi o orientacji "personalnej". Jednak wierzę, że każdy wyniesie jakąś drobną naukę z tej noty.

(Aula de Capoeira)

Teraz - wracając na swoje, Capoeirowe podwórko - przez kilka lat mojej kariery, miałem mniejszą lub większą przyjemność pracować z wieloma trenerami ( i trenerkami ). Ludzie ci zazwyczaj stosowali swoje sprawdzone schematy nauczania względem całej grupy, konsekwentnie osiągając założenia treningowe w ... Jakimś tam stopniu. Nie będę się kłócił. Każdy szkoleniowiec ma swoją taktykę i z niej korzysta. Jednak warto zauważyć, że grupa to nie tylko podmiot zbiorowy, ale i zbiór indywiduów. Jedni są mniej charakterystyczni, inni bardziej.

W ludziach, którzy przychodzą na salę mieszają się cechy. Niektórzy mają talent i skromność; inni są mniej utalentowani, ale pracowici; jeszcze inni będą przyswajać wiedzę z łatwością, ale i "wozić" się z tym.


Najdurniejszym z możliwych podejść jest tych "cwaniaków" bez ustanku temperować (bo skoro są zawzięci, to i tak zostaną), a słabszych non stop głaskać po główce (bo inaczej się zniechęcą). Dlaczego? Bo zadziała to troszkę jak sitko, które odcedzi w grupie tylko tych naprawdę najsłabszych i najtwardszych. A cała reszta odpadnie, bo albo wku*wią się, że przez trzy lata nic nie zrobili dobrze (wg. trenera), albo mimo ciągłych pochwał, uznają, że nie robią żadnych postępów.

Do każdej osoby w grupie należy podejść indywidualnie i dążyć do tego, by jej wartość, jako jednostki trenującej, była duża (spore umiejętności, wiedza, samoocena), ale i troszczyć się o to, by zachowała skromność. Znajdą się osoby słabsze, na które działa głaskanie po główce; ale i znajdą się takie, które mimo tego, że idzie im gorzej, będą potrzebowały bardziej wywarcia presji niż wspomnianego głaskania - bo mają potencjał, tylko przez jakieś swoje urojenia go nie wykorzystują.

Podobnie będzie z tymi, którym umiejętności i wiedza wchodzą nieco szybciej. Jeśli taki zawodnik się "wozi", obnosi z wyższością nad resztą, to istnieje prawdopodobieństwo, że robi to z jakiegoś kompleksu. I wtedy lepiej byłoby znaleźć ten kompleks i go wyleczyć, niż na siłę gasić taką osobę i utwierdzać w tym co w nim siedzi.